Ilekroć czytam o plagiatach to mam wrażenie, że ludziom nudzi się chyba w życiu. Oskarżenia o plagiat stały się już dawno chlebem powszednim branży. Nie wiem na ile doszukiwanie się plagiatów jest typową polską domeną. Wiem jedno. Dzień bez afery plagiatowej w brandingu, to dzień stracony.

W erze masowego usieciowania odkryty spisek okrąża świat z prędkością światła. Odkrywcy plagiatów węszą intrygę jeszcze zanim prezentacja nowego logo dobiegnie końca. Dojście do domniemanego źródła to natomiast dla odkrywców zupełna formalność okraszona dozą satysfakcji. Zgoda, prawdziwe plagiaty zdarzają się. Niestety nie brakuje osób chcących szybko i bezmyślnie zarobić. Prawdziwi plagiatorzy to w mojej ocenie jednak zdecydowana mniejszość. Więc w czym tkwi problem?

Od 7 do 10 osób na świecie może wyglądać jak Ty

Nie wiem czy słyszeliście o projekcie Twin Strangers, w którym grupa znajomych postanowiła sprawdzić czy znajdą za pomocą mediów społecznościowych swoich sobowtórów. Wynik eksperymentu był oszałamiający. Okazało się, że odnalezienie „bliźniaków” zajęło im zaledwie 2 tygodnie. Tutaj możecie zobaczyć video relację z eksperymentu:

Wynik tego badania nie powinien jednak dziwić. Statystycznie od 7 do 10 osób na świecie może wyglądać jak Ty. Dlaczego o tym mówię? Analogia jest dziecinnie prosta. Jeżeli tak skomplikowany, złożony twór jak człowiek może mieć swoich sobowtórów to tym bardziej obraz, słowo, idea może mieć swojego „klona” gdzieś na świecie.

Każdy z Nas częścią spisku 

Prawda jest więc taka, że oskarżonym o plagiat może być każdy z Nas. Tworząc brief, szukając inspiracji czy chwytając za tablet mimochodem uczestniczymy w kreatywnym „przekręcie”. Jestem jednym z tych, którzy uważają, że wszystko w brandingu zostało już wymyślone. Dlatego z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę zaryzykować mówiąc, że twoja koncepcja może być lustrzanym odbiciem pomysłu z drugiej półkuli ziemi.

Jak ograniczyć ryzyko oskarżeń o plagiat?

Można próbować na wiele sposobów. Osobiście mam kilka metod, które staram się praktykować w codziennej pracy.

Eliminuj najbardziej banalne pomysły

Najprostsze pomysły przychodzą bez bólu. O ból głowy mogę one Ciebie przyprawić w sytuacji oskarżenia o plagiat. Bez względu czy pracujesz na projektem logo czy nazwą zrób kilka rund (najlepiej od 4 do 7) aby wyzbyć się alternatyw, które przychodzą do głowy w pierwszej chwili.

Pracuj zespołowo

Wspólna praca nad jednym projektem wzbogaca pierwotny pomysł i ogranicza ryzyko powielenia schematu. W Engramie prawie każdy projekt przechodzi przez ręce kilku osób. Na bazie początkowego pomysłu powstaje zazwyczaj kilka kolejnych. Efekt końcowy jest więc ukształtowany przez sposób myślenia i tworzenia wielu odmiennych od siebie osób.

Pracuj z klientem/agencją

Bądź otwarty na pomysły z drugiej strony (o ile te nie wchodzą w Twoje kompetencje). Czasami efekt pracy dwóch stron nie tylko nie burzy w żaden sposób założeń projektu, ale także pozwala uczynić go jeszcze bardziej unikalnym.

Research, research i raz jeszcze research.

Dobrze przeprowadzane rozeznanie w temacie, w którym się tworzy, może zaoszczędzić wielu przykrych sytuacji. Banał jakich wiele. Kto z Was jednak korzysta z możliwości jakie daje choćby Google Image, Logopond czy LogoLounge? Jednym kliknięciem można sprawdzić unikalność swoich projektów. Abstrahując od wielu niedoskonałości tych narzędzi pełnią one kluczową rolę w przeprowadzeniu dobrego rozeznania.

Plagiatem o ścianę 

Wszechobecne doszukiwanie się plagiatów jest czynnością daremną, pozbawioną większego sensu. Zanim więc wysuniemy pochopne wnioski, pomyślmy o nich z dwa razy. Zwłaszcza, że granica między oskarżycielem a oskarżonym w brandingowym plagiacie jest szalenie cienka i krucha.